Po galopie, zwolniliśmy gdy dotarliśmy na szczyt. Zatrzymałam wierzchowca, po czym zeskoczyłam z jego grzbietu, uwielbiam to miejsce, ale nie mam z nim zbyt dobrych wspomnień. Oliver grzecznie stał i czekał, aż znów ruszymy w drogę, tak samo jak koń Nathana. Podeszłam do krawędzi, po czym usiadłam i wpatrywałam się w przepaść. Po jakiś dziesięciu minutach, zaczęliśmy wracać, tym razem też zaczęliśmy galopować. Później zeszliśmy z koni, i prowadziliśmy je na dół, schodzić było o wiele trudniej, niż wchodzić, ponieważ było ślisko. Nieoczekiwanie Oliver przyśpieszył, ciągnąc mnie za sobą. Straciłam równowagę, po czym upadłam i zjechałam z góry.
Nathan? Lekki brak weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz