Wysiadłem z pociągu przepuszczając przodem Mastera i Mafię. Psy od razu postawiły uszy i zaczęły węszyć.
-Mafia... Master... spokój...- powiedziałem, a te od razu się zatrzymały i przestały niespokojnie rozglądać i wbiły we mnie swe mądre ślepia. Ruszyłem peronem w stronę wyjścia ze stacji. Psy posłusznie poszły za mną. Kiedy tylko wyszedłem na świeże powietrze, w oczy rzucił mi się spokój... Nic dziwnego w sumie - w końcu dochodziła 22... Rozejrzałem się. Spojrzałem na kartkę, którą wyjąłem z kieszeni i sprawdziłem adres... Ruszyłem przed siebie w nadziei, że znajdę po drodze postój taksówek. Jednak niczego takiego znaleźć nie mogłem. Kręciłem się jakąś godzinę. Ktoś ciągle za mną łaził. Master i Mafia byli czujni. Mieli nisko głowy i ogony równolegle do podłoża. Nagle Master wyrwał do tyłu ujadając.
-Master spokój!- powiedziałem, a ten od razu się wycofał. Pod ścianą stała dziewczyna z dobermanem na smyczy. Spojrzałem na nią chłodno. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu.
-Jestem Julia.- powiedziała uśmiechając się.
-Czemu za mną chodzisz?- spytałem krótko.
-Jesteś tu nowy. Pomyślałam, że może mogem ci pomóc się odnaleźć w mieście. Tak w ogóle...- zaczęła, ale jej przerwałem:
-Za dużo myślisz... nie szukałem przewodnika...- uciąłem i ruszyłem dalej.- Master noga...- powiedziałem do psa, a ten usłusznie poszedł za mną. Mafia szła wraz z nim. Jednak dziewczyna dalej szła za nami.
-Coś jeszcze chcesz?- spytałem z niechęcią się odwracając.
-Gdzie masz mieszkanie? Mogę ci pomóc je znaleźć.- znów się uśmiechnęła.
-Dzielnica druga. Numer 5.- powiedziałem zrezygnowany.
-To po drugiej stronie miasta!- zaśmiała się.- Ale to nic. Przy okazji pokażę ci okolicę.- posłała mi uśmiech i ruszyła ulicą. Ruszyłem za nią.
-Masz ładne psy. Jak się wabią?- spytała.
-Master i Mafia.- odparłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz