Patrzyłem pękając ze śmiechu na Steev'a biegającego za jakimś innym psem.Zatrzymał się przy jakiejś nieznajomej i zaczął się z nią drażnić.
-Ej!Możesz zabrać swojego psa?-Krzyknęła niby z irytacją.Podbiegłem i wyciągnąłem herbatnika z kieszeni,by zwabić do mnie mojego psa,ponieważ siłą bym go w życiu nie odciągnął.Zareagował błyskawicznie i z rozpędzeniem wylądował na mnie,a ja na ziemi.Zaczął przeszukiwać mi dłonie za smakołykiem.Ponieważ wylądował gdzieś na ziemi musiałem wyciągnąć kolejnego,by Steev ze mnie wstał.Tak też się stało,rzuciłem mu ciastko i uśmiechnąłem się przepraszająco do nieznajomej patrzącą na mnie ze zdziwieniem.
-On...jest,no...jak był mały,to stuknął się w łeb-palnąłem.Dziewczyna podniosła brew,co najwidoczniej miało oznaczać ''nie tylko on''. Uśmiechnąłem się głupawo,gdy mój pies przybiegł i znowu zaczął okrążać dziewczynę.
-Steev,choć tu!-Rozkazałem.Słysząc ten stanowczy ton przybiegł i klapnął obok mnie.Wystawił język i wiercąc się wystawiał głowę do suczki.
(Taylor?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz