Spojrzałam na chłopaka, nie byłam przekonana, choć nie powinnam w niego wątpić. Wzruszyłam lekko ramionami, po czym przeskoczyłam przez płot i ruszyłam w stronę ogiera. Usiadłam przy nim, ten spojrzał na mnie radośnie i zarżał, po czym polizał moją dłoń. Uśmiechnęłam się do niego, po czym cmoknęłam go w nosek. Podniosłam głowę, chłopak stał oparty o ogrodzenie, dałam mu znak, aby tu podszedł. Po chwili, siedział koło mnie.
- Czemu się nie nadaje do dzieci? - spytał.
- Jest zbyt energiczny. - odpowiedziałam. - Ale poza tym, jest fajny, nie ma z nim większych problemów. - dodałam.
- Mhm. - mruknął głaszcząc konia.
- Jak chcesz, mogę poprosić o numer do właściciela. - zaproponowałam.
- Super by było. - uśmiechnął się.
- To chodź. - odwzajemniłam uśmiech.
Poszliśmy do stadniny. Ustaliśmy między boksami.
- Szukanie Kuby zajęło by bardzo wiele czasu, więc mam lepszy sposób. - powiedziałam. - Ałaaa! Tymon zostaw mnie! - krzyknęłam desperacko.
W jednej chwili, podbiegł do nas młody chłopak, o rok starszy ode mnie.
- Prosiłem cię, abyś tak więcej nie robiła... - uśmiechnął się.
- Słuchaj, potrzebujemy numer do właściciela Anubisa.
- Nie mogę. Nie mogę przetwarzać informacji osobistych.
- No proszę... - zrobiłam maślane oczka.
- No dobra, tyko dla ciebie. - westchnął.
Ksawery?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz