Czekaliśmy na chłopaka, aż zapisze nam numer do właściciela konia, który bardzo przyciągnął moją uwagę. Po chwili, pracownik podszedł do Julii i podał jej karteczkę z numerem do właściciela Anubisa.
- Chodź! - krzyknęła do mnie, ciągnąć mnie za rękę.
Po chwili oboje znaleźliśmy się znowu na padoku.
- Masz telefon? Ja zostawiłam w domu. - westchnęła.
- Jasne. Trzymaj. - powiedziałem wyciągając z kieszeni Iphon'a.
<Julia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz