Wzruszyłem ramionami.
-Możemy...- powiedziałem.- Master, Mafia! Do mnie!- zawołałem psy, które siedziały grzecznie pod bramą. Od razu przybiegły i ustały obok nóg mojego ogiera.- To prowadź... Ja nie znam okolicy...- powiedziałem.
-No to chodźmy.- powiedziała z uśmiechem i puściła swego konia przodem, od razu wchodząc w kłus. Zrobiłam to samo, zachowując odstęp między obydwoma ogierami.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz