- Zawiozę cię i nie będę przeszkadzać, przyjadę wieczorem. - zaproponowałem.
- Okey. - odpowiedziała.
Zabrałem kluczyki, wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy pod dom Taigi.
- To o której... - nie zdążyłem nic powiedzieć, ponieważ przerwał mi odgłos zamykania się drzwi, dziewczyna wyszła.
Kurde, czy ja coś zrobiłem? Westchnąłem pod nosem, po czym wycofałem i ruszyłem w stronę stacji ratownictwa medycznego. Byli tam wszyscy, usiadłem na kanapie obok Adama.
- Co jest? - spytałem.
- Szykują się zwolnienia. - powiedział ewidentnie zmartwiony.
Zrobiłem duże oczy i oparłem głowę o rękę. Po chwili na środek zgromadzonych wszedł Artur - kierownik.
- Jak już słyszeliście, szykują się zwolnienia. Musimy wydalić dwie - trzy osoby, więc weźcie się do roboty. Nie mówię że jest źle, bo jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Ten kto okaże się najmniej przydatny, wylatuje, zrozumiano?
Wszyscy odpowiedzieli chórem "Tak" Góra wyszedł i wszyscy zaczęli się zbierać.
- Kuźwa, nie daruję sobie jak mnie wyrzucą. - mruknąłem.
- Ja też. - westchnął. - To na razie.
Kiwnąłem głową i wsiadłem do swojego auta. Poczekałem aż Adam odjechał i wróciłem do siebie. Pod wieczór, około dwudziestej pojechałem pod dom Taigi, tak jak mówiłem.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz