Jose niechętnie posłuchał Maksa i zadzwonil na pogotowie. Oparlam się o Maske samochodu biorąc głęboki wdech. kiedy usłyszeliśmy pisk opon obok nas, z samochodu wyszedł mężczyzna z obory i jego ludzie
- Jose nie spodziewałem się tego po Tobie - powiedział mierząc w nas - Teraz będę musiał was zabić - westchnął
- Poczekaj - powiedziałam nagle, spojrzał na mnie zaciekawiony - zróbmy wymiane - powiedziałam a serce walilo mi jak oszalale
- Jaką?
- Puscisz ich, oni nic nie powiedzą w końcu sami są winni, a ja pójdę z Tobą dobrowolnie, jak tylko odjada - powiedziałam pewnie
- Kasa też jest ważna...
- Mam pieniądze - odpowiedzialam pewnie - Tylko ich wypusc
- Zgoda - odpowiedział z usmiechem.
- Taiga nie! - krzyknął Maks
- Pomóż mu, o mnie się nie martw, jedzcie! - warknelam
(Maks? Huehue moje klimaty ^^)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz