sobota, 18 kwietnia 2015

Od Marco do Victorii (C.D)

Zanim odjechałem wzrokiem odprowadziłem nową znajomą. Potem wykręciłem i powoli z warkotem silnika Vanquisha. Zatrzymałem się jeszcze w sklepie po produkty spożywcze. Złapałem koszyk i ruszyłem między gapiów. Po kolei wrzucałem do plastikowego pojemnika rzeczy. Kiedy stałem już przy kasie, za która stała sprzedawczyni z rozchylonymi ustami ktoś stuknął mnie w ramie. Zapewne jakiś kibic, chcę sweet focie na Instagrama. Ech... Odwróciłem się do tej osoby. O dziwo była tam moja przyjaciółka jeszcze z szkoły średniej, Erica.
- Witaj - uśmiechnęła się promienie, jak to ona w zwyczaju miała.
- Cześć - na mojej twarzy też automatycznie pojawił się uśmiech - Spotkanie po latach, co nie?
- I zawsze tak samo przyjemne - zaśmiała się - A ty co? Sławę zbijasz, a tradycyjnie nie miłość, czyż nie?
- Tradycyjnie moje uczucia są wyprowadzane w pole i boleśnie zabijane - wzruszyłem ramionami - Cóż taki mój los.
Skrzywiła się, tak jak zawsze kiedy tak obojętnie mówiłem o tym co mnie boli. Zacisnąłem usta, lekko pochylając twarz w dół i zapłaciłem za zakupy. Powoli odsunąłem się od kasy, lecz nie za daleko gdyż kobieta złapała mnie za rękaw.
- Poczekaj - uśmiechnęła się pocieszająco.
Kobietom się nie odmawia. Skinąłem głową, ale wyszedłem na zewnątrz i cierpliwie stałem przy swoim samochodzie. Po momencie Erica znalazła się przy mnie.
- Opowiadaj, co i jak. Ostatnie pięć lat nie było okazji się pozwierzać. Coś tam mniej więcej widziałam w intrenecie, lecz ludzie mogą sobie mówić wiele, więc chce posłuchać twoich relacji z twoich ust - stanęła naprzeciw mnie - Widziałem, że miałeś kobietę.
- No miałem, nie na długo. Miała na imię Sandra. Nie wyszło, cóż. Próbowałem dalej, jak zwykle - wzruszyłem ramionami - Tym razem z Mario. Mario się oddalił. Odszedł. No i no tak wyszło. Ostatni rok spędziłem z czteronogami.
Zaśmiałem się ironicznie. To takie chujowe, jak moje uczucia.... Chyba.
- Nie martw się - poklepała mnie po ramieniu - Ej może jak ci tak samotne to chodź ze mną na próbę!
- A mogę? -spytałem niepewnie unosząc brew.
- Jasne - zachichotała.
~~~~czas potem~~~~~
Prowadziła mnie za rękę przed kremowy korytarz w stronę jakiejś sali. Jezu, dłuższy nie mógł być? Weszła do niego i rzuciła koleżankom 'Siemka' i usadziła mnie na podeście.
- Siedź tu i podziwiaj naszą choreografie - ucieszyła się.
- No dobra i tak nie mam co lepszego do roboty - uniosłem kącik usta.
Rozejrzałem się po sami i skinięciem głowy przywitałem zebrane, które były ogarnięte, albo mnie nie znały. Tym lepiej. Do sali weszła jeszcze jedna. Zgadnijcie kto... Brąz włosa miłośnicza zwierząt oczywiście.
< desz Aga XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz