czwartek, 16 kwietnia 2015

Od Marco do Victorii (C.D)

Westchnąłem tylko przyglądając się jej melancholii. To chyba moja wina tak? Eee nie wiem. Podsumowując była wesoła jeszcze jak nie wspomniała o swoim starym psie. Znowu westchnąłem. Niezręcznie bawiła się dłońmi.
- Może już sobie pójdę? - spytała.
- Może cię podwiesić? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Jeśli chcesz to możesz. Mi i tak już wszystko obojętne - wzruszyła ramionami.
Ech kobiety i ich humorki.
- No no dobrze to chodź - odsunąłem jej krzesło, aby mogła wstać. Victoria zawołała psa i razem z czteronożną kompanią doszliśmy do czarnego samochodu z rocznika 2013. Jak to dżentelmen otworzyłem jej (znowu) drzwi, tylnie Codiemu, aby mógł się rozłożyć na siedzeniu, a potem sam usiadłem na miejscu kierowcy. Otworzyłem pilotem bramę. Samochód otpalił z tym swoim warkotem i wyjechaliśmy z mojej rezydencji.
- Tak więc prowadź gdzie mam się zatrzymać - próbowałem rozluźnić atmosferę.
< wybacz, lecz już zasypiam ;-; >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz