- Jeśli chcesz, nie będę cię na siłę zatrzymywał. - stwierdziłem. Ruszyłem gwałtownie do tyłu, tak, że wcisnęło nas w fotele. - Sorki. - mruknąłem i ruszyłem przed siebie. Wjechaliśmy na działkę, prosto do garażu. Wysiedliśmy i weszliśmy do domu.
- Głodna? Jakaś kolacja? - zaproponowałem.
- Chętnie. - odpowiedziała.
Zacząłem wszystko przygotowywać. Co jeśli mnie zwolnią? W tym mieście są dwie stacje ratownictwa, nasza i jeszcze jakaś. Z tym że w tej drugiej, jest ratowników do oporu... co jak będę musiał się wyprowadzić? - zadałem sobie pytanie w myślach, wyciągając z szafki dwie szklanki, przez nerwy, wypadły mi z rąk i rozbiły się na podłodze.
- Cholera. - warknąłem.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz