Korzystając z okazji, że zagadali tego faceta dzięki nożu, którego ukryłem w rękawie, rozciąłem sznurek i zszedłem na ziemię. Akurat, ocknął się Adam, dałem mu znak, żeby był cicho, na co jedynie ten kiwnął głową. Rozciąłem jego sznurek i zajęliśmy się Kubą.
- Może wyjdziemy za zewnątrz? Jebie tu zgniłym psem. - stwierdził, na co facet się zaśmiał i kiwnął głową. Wyszli z pomieszczenia, my zrobiliśmy to samo, tylko że tylnymi drzwiami. Załadowaliśmy Kubę do auta, po chwili wyszedł Jose z Taigą i innymi facetami. Nie czekając chwili dłużej, gdy tylko ci wsiedli do auta ruszyliśmy z piskiem opon przed siebie. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie na 100 procent nas nie znajdą, wyjąłem z samochodu apteczkę, nachyliłem się nad Kubą i zacząłem owijać mu rany bandażami.
- Co ty do cholery robisz? - spytał zdenerwowany Jose, wychodząc z auta. - Boisz się, że ci tapicerkę pobrudzi?
- Nie chodzi o to, może się wykrwawić, rozumiesz?! Muszę zatamować krwawienie. Jeździe już i zawiadomcie szpital, żeby się przygotowali bo konieczna będzie zapewne operacja. - poprosiłem owijając mu najgłębszą ranę.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz