czwartek, 16 kwietnia 2015

Od Victorii do Marco c.d

Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka, podniosłem lekko głowę i wstałam.
- Zachariasz przypomina mi mojego psa, z dzieciństwa. - powiedziałam, sama myśl o Feniksie nie wprawia mnie w dobry nastrój, wręcz przeciwnie. Westchnąłem.
- Co się z nim stało? - spytał ostrożnie.
- Uratował mnie, a sam wpadł pod samochód. - powiedziałam, czując że do oczu, napływają mi łzy, wstrzymałam oddech i spojrzałam w niebo.
- To może zjemy? - spytał.
Kiwnąłem delikatnie głową. Weszliśmy do mieszkania i usiedliśmy do stołu, na którym był już posiłek. Gdy Marco zaczął jeść, wzięłam w rękę widelec i zrobiłam to samo.
- Długo tu jesteś? - spytał.
- Właściwie to nie. Tydzień, może półtorej. - odpowiedziałam. - A Ty?
- Kilka dni. - odpowiedział.
- Mhm. - mruknęłam pod nosem.
Po chwili ciszy, z dworu przyszedł Cody. Ustał obok mnie, podniósł wysoko głowę i zaczął wąchać a ogon, automatycznie zaczął merdać. Ustał na dwóch tylnych łapkach i zaczął prosić, aby się z nim podzielić.
- Nie jesteśmy u siebie, głodomorze ty. - powiedziałam cicho, uśmiechając się pod nosem i głaszcząc go.
Po moich słowach, ten zrezygnowany położył się pod moimi nogami. Chłopak spojrzał na mnie, w tym samym momencie, co ja na niego. W skutek czego, nasze spojrzenia się spotkały. Spuściłam lekko głowę.

Marco?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz