Uśmiechnęłam się lekko widząc Maksa stojącego w progu z różą. Podziękowałam i wzięłam od niego kwiatka delikatnie całując go w policzek. Włożyłam róże do wody, aby nie zwiędła.
- Siadaj zrobiłam kolację - powiedziałam z uśmiechem, podając wszystko na stół
- Nie trzeba było - uśmiechnął się, siadając na wskazane miejsce
- Ależ trzeba - usiadłam na przeciwko niego - Powiedz, co się stanie z tym dzieckiem? Te które dzisiaj uratowaliście?
( Maks?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz