poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Federico do Ashlynn c.d

- No to super. - uśmiechnąłem się.
- Ja już muszę iść, konie wzywają. - westchnęła.
- To pa. - powiedziałem i pocałowałem ją.
Ashlynn poszła, a ja wstałem i wróciłem do domu. Byłem na siłowni i wróciłem dopiero wieczorem. Otworzyłem lodówkę, chyba przydało by się zjeść kolację... nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Zrobiłem kilka bułek z sałatą ogórkiem, pomidorem, serem i szynką, po czym, schowałem je do specjalnych pojemniczków.
Spakowałem to do plecaka i jeszcze dwie butelki coli, wsiadłem w samochód i ruszyłem na lotnisko. Będąc tam, wysiadłem. Usiadłem na ziemi, opierając się o drzwi auta. Lubię przebywać w tym miejscu, kojarzy mi się z dzieciństwem i tatą, za którym bardzo tęsknię. Samoloty co jakiś czas lądowały i odlatywały. Nagle, podjechał jakiś samochód, silnik zgasł a z auta wysiadła... Ashlynn. Co ona tu robi?
- Co ty tu robisz? - spytała podchodząc do mnie.
- Mogę zadać ci to samo pytanie.
- Ale byłam pierwsza. - wypięła mi język, uśmiechając się.
- Lubię tu siedzieć. Przypomina mi się dzieciństwo i tata. - odpowiedziałem i pociągnąłem ją lekko za rękę sprawiając że usiadła mi na kolanach. - Bułki? - lekko się uśmiechnąłem, podając jej pudełeczko z jedzeniem.

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz