- Czy ja wiem. - wzruszyłem lekko ramionami. - Pogadam z Marottim. - lekko się uśmiechnąłem.
- Fajnie by było. - musnęła moje wargi.
Po jakimś czasie, wsiedliśmy w samochody i ruszyliśmy w stronę miasta. Jechaliśmy przez las, Ashlynn jechała przede mną. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Federico, domani alle 6 di venire in studio, si tratta di una questione importante. - powiedział dość spokojnie.
- Freddo ma ascoltare, potrei andare per una settimana?
- Sei pazzo?! Nel corso del mese successivo abbiamo un sacco di lavoro! Bussare alla testa che lo indossa! - krzyknął i się rozłączył.
Nie powiem, wkurzyłem się. Zacisnąłem zęby, wcisnąłem gaz do dechy tym samym wyprzedając Ashlynn, wrzuciłem najwyższy bieg. Po jakiejś chwili spojrzałem na licznik, 180, kurde... nie chce się na drzewie rozwalić. Zwolniłem i zatrzymałem się na poboczu, włączyłem awaryjne światła.
- Ja pierdziele. - lekko uderzyłem głową o kierownicę.
Ashlynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz