Cały dzień, zastanawiałem się nad propozycją Taigi. Gdy dowiedzieliśmy się, że jutro, ani w sobotę, ani w niedzielę nie mamy dyżuru, zdecydowałem się. Wróciłem do domu, wyprowadziłem Ercia na spacer, a gdy wróciłem, była dziewiętnasta. Wziąłem prysznic, ubrałem się w koszulkę, czarne jeansy i bejsbolówkę której nie zapinałem. Dodatkowo, na szyję, założyłem swój "wisiorek" po tacie.




Zabrałem telefon w kieszeń, wsiadłem do samochodu, po drodze, wstąpiłem do pizzerni. Kupiłem dwie pizze, kubełek frytek i dwie butelki colli, po około pięciu minutach byłem już pod domem Taigi, zapukałem do drzwi.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz