Uśmiechnąłem się, po czym ją pocałowałem. Ja to dopiero mam szczęście, że ją mam.
- To bardzo dobrze, bo jak bym cię przyłapał, to nie wiem co bym zrobił tamtemu kolesiowi. - mruknąłem.
- I nigdy się nie dowiesz. - uśmiechnęła się, zarzucając mi ręce na szyję.
- No ja mam nadzieję. - odwzajemniłem uśmiech, obejmując ją w pasie.
- Ty też masz żadnych lafirynd do domu nie sprowadzać!
- Jasne jak słońce, szefie. - pocałowałem ją.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz