wtorek, 14 kwietnia 2015

Od Maksa do Taigi, Loli c.d

Uderzyłem pięścią o drzwi, tym samym ją rozcinając, lecz miałem to w głębokim powarzeniu. Przyszła Lola, spiorunowałem ją wzrokiem. Miała szczęście że dostaliśmy wezwanie, bo tak jej bym wygarnął, że by się nie pozbierała. Młoda dziewczyna, wypadek na ścigaczu... kurwa, to na pewno Taiga! Wbiegliśmy do karetki i ruszyliśmy na miejsce wypadku, faktycznie poszkodowana była Taiga. Założyliśmy jej opatrunek na rozciętą głowę, kołnierz na szyję, przenieśliśmy na nosze, do karetki, a później szpitala. Wzięli ją na serię badań, wróciła dopiero po jakiejś godzinie.
- I co z nią? - spytałem ordynatora.
- Wszystko w porządku. Gdy się obudzi, założymy szwy na ranę na głowie, owiniemy rękę bandażem i będzie okey. A tobie co się stało w rękę? - spytał łapiąc mnie za nadgarstek. - Chłopaku, toż tu kilka szwów jest potrzebnych!
- Później. - rzuciłem obojętnie i wszedłem do sali.
Dziewczyna leżała na ostatnim łóżku, podszedłem do niej, klęknąłem. Złapałem ją za rękę po czym poczułem jak po policzku spływa mi malutka łza, szybko ją otarłem. Zrezygnowany oparłem głowę o drugą rękę.

Taiga?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz