Staliśmy tak, jeszcze jakąś godzinę, aż nagle, z lasu wyszedł zamaskowany facet. Każdy z nas, jednocześnie się na niego spojrzał, byliśmy pewni, że to on. Gdy rzucił się do ucieczki, zaczęliśmy biec za nim. W lesie, było mnóstwo nierówności, z podłoża wychodziły korzenie i drzewa rosły blisko siebie, trzeba było je unikać. Wykonałem pusty strzał w ziemię, aby spowolnić faceta, za mną, zrobili to inni. Nagle, przed bandziorem dęba stanął kary koń, powodujący że mężczyzna przestraszył się i potknął się o korzeń. Skorzystaliśmy z okazji i zakuliśmy go w kajdanki, aby nie uciekł. Ogiera, poznałem od razu, był to koń Ashlynn. Złapałem go za wodzę, a po kilku chwilach, zjawiła się dziewczyna i w tym samym momencie, dotarł do nas prowadzący akcją.
- Chyba zainwestujmy w konie. - zaśmiał się i poklepał ogiera po szyi. - Musicie wracać, tamtych nadal nie mamy. - powiedział i ruszył z powrotem. - Dobra robota! - dodał.
- Twój koń, stał się prawdziwym bohaterem. - lekko się uśmiechnąłem, podając jej wodzę.
Ashlynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz