wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Rose cd Oliwera

Gdy tylko dotarłam do szpitala wszędzie było pełno ludzi. Gdy bliżej im się przyglądałam widziałam że większość z nich ma podobne obrażenia do wcześniej spotkanej przez nas kobiety. Czyżby po tym mieście grasowali niebezpieczni ludzie. Najwidoczniej tak. Poszłam sprawdzić w czym mogę pomóc ale zapomniałam swojej plakietki pracownika, a pracowałam tu od niedawna i nikt mnie nie znał.
Odwiedziłam więc kobietę, która była dopiero po drobnej operacji. W sali szpitalnej siedział przy niej Oliwer wraz z Alexem. Zaglądałam przez okrągłe okienko a na mojej twarzy widniał wielki uśmiech. Uwielbiam patrzeć jak inni działają bezinteresownie w ten dobry sposób. Weszłam do środka.
Kobieta wyglądała na zmęczoną więc ją zostawiliśmy. Przed wyjściem podłączyłam jej jeszcze kroplówkę. Alex zamerdał ogonem a ja ukucnęłam i pogłaskałam go kilka razy po głowie.
-Wpuścili nas -oznajmił Oliwer.
-Powinieneś częściej się uśmiechać.
-Wyglądałbym wtedy jak pacan.
-Nie mówię o sztucznym uśmiechu.
-Nie było szczególnej okazji.
-Trzeba cieszyć się z najmniejszych rzeczy.
-Proszę nie rób mi wykładów.
-Nie będę -westchnęłam.
Podeszła do nas jakaś starsza staruszka.
-Charlie? -spytała chłopaka.
-Nie, musiała mnie pani z kimś pomylić.
-Jak mogłabym nie poznać swojego czwartego męża. Choć tu kochaniutki - podeszła bliżej i pocałowała chłopaka w policzek. -Pamiętasz numer mojej sali? Będę tam czekać.
Puściła oko i znikła w następnym korytarzu.
-ale z ciebie amant, Charlie.

Oliwer? c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz