- Sama go szkoliłaś? - spytał spuszczając wzrok.
- Tak, z pomocą taty. - odpowiedziałam, a chłopak mruknął coś pod nosem. - To ja już pójdę, może napotkam cię kiedy indziej bez Cody'ego. - lekko się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę domu, a Cody szedł grzecznie przy mojej nodze.
Doszliśmy do mieszkania, wyprowadziłam jeszcze szczeniaki na załatwienie swoich spraw, po czym zajęłam się Flo. Bawiłam się z nim trochę, aż nagle przybiegł do nas Chris ciągnąc za sobą swój strój bohatera.
Zaśmiałam się pod nosem, i założyłam mu strój.
- Biegnij uratować świat, super bohaterze. - uśmiechnęłam się, a szczeniak ustał na tylnych łapach po czym pobiegł do Szymka. Spojrzałam na zegarek, była już czternasta. Wzięłam w kieszeń kilka marchewek dla Antka, i jabłko dla mnie. Wsiadłam w samochód i ruszyłam do stadniny.
Szybko dotarłam na miejsce, zgasiłam silnik i wyszłam z auta, po czym je zamknęłam i ruszyłam w stronę wybiegu, zawołałam mojego wierzchowca, który chwilę później znalazł się już przy ogrodzeniu i patrzał na mnie maślanymi oczkami, abym dała mu coś do jedzenia. Zaśmiałam się pod nosem, wyciągając z kieszeni kawałek marchewki. Osiodłałam ogiera i ruszyliśmy w teren, a w lesie, spotkaliśmy Nathana z jego psami.
Nathan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz