- Nie ma sensu się go bać. Co prawda jest jadowity, ale nie atakuje ludzi- pocałował mnie odstawiając na ziemię i biorąc pająka na rękę.
Wzięłam głęboki oddech zamykając oczy. W końcu tata zawsze mnie uczył, że trzeba stawiać czoła lękom i je pokonywać. Zacisnęłam zęby i pozwoliłam, żeby Lucyfer wszedł mi na rękę. Gdy to zrobił, po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zacisnęłam drugą rękę przygryzając lekko dolną wargę. Stałam tak dobre pięć minut. Gdy byłam już pewna, że jeszcze żyję, drugą ręką delikatnie go pogłaskałam. A no tak, już mi się przypomniało jakiej rasy był, a raczej jest pająk taty.
- Przypomniało mi się. Mój tata ma ptasznika...- powiedziałam patrząc na Lucyfera.
W sumie zastanawiało mnie, dlaczego pająk, a zwłaszcza tarantula, ma na imię Lucyfer...
<Federico?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz