- Tak, dzięki- powiedziałam podchodząc i podpinając uwiąz do kantara ogiera- Pistash, nie ładnie. Nie dostaniesz następnym razem jabłek- powiedziałam, na co ten spuścił głowę.
- Na następny raz lepiej pilnuj swojego konia...- odparł.
- Nie wiem co go napadło. W sumie trochę mnie to nie dziwi. W poprzednich stadninach też często uciekał. Pistash to ogólnie typ dzikiego konia, którego chyba nikt nigdy nie ujarzmi- odparłam lekko wzdychając i wprowadziłam go w powrotem na padok.
Chłopak rozsiodłał swojego konia i również wpuścił go na pastwisko. Pogłaskałam rudą klacz, która akurat stała przy ogrodzeniu.
- Dobrze że przynajmniej Senshou jest spokojna i nie ucieka- powiedziałam uśmiechając się i klepiąc ją lekko po szyi.
<Oliwer?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz