piątek, 3 kwietnia 2015

Od Oliwera do Ashlynn c.d

- Mhm. - mruknąłem pod nosem.
Wziąłem lonże, zaczepiłem ją o kantar Devila i ruszyłem z nim kawałek dalej, od innych koni. Aleks i Flo, leżeli w cieniu dużego, rozłożystego drzewa, który wygląda cudownie wiosną.
- Pomóc ci? - zaproponowała.
- Nie, dzięki. - rzuciłem obojętnie.
- Ok. - odpowiedziała i ruszyła do swoich koni.
Nie potrzebuję niczyjej pomocy, w niczym. Sam sobie poradzę, a nawet jeśli nie, to trudno. Po jakiś dwudziestu minutach, dałem źrebakowi spokój. Wdzięcznie wziął z mojej ręki kostkę cukru i pokicał do innych koni. Usiadłem pod drzewem, opierając się o pień. Aleks położył się koło mnie, Florian zrobił to samo i oparł swój łepek o moje kolana, uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem drapać konia za uchem.
- Musicie być bardzo zżyci. - powiedziała, siadając kawałek od nas.
- To prawda. - przyznałem, nie spuszczając wzroku z ogiera.
- Tak w ogóle, to jestem Ashlynn. - przedstawiła się.
- Oliwer. - odpowiedziałem, podnosząc wzrok.

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz