niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Federico do Ashlynn c.d

- Dość długo nie skakałem. - westchnąłem.
Wprowadziliśmy konie do stadniny i rozsiodłaliśmy. Po wyczyszczeniu siwka, wytarłem go słomą ponieważ był trochę spocony, a później, założyłem mu derkę która specjalnie wisiała na drzwiczkach. Wyszedłem z jego boksu, wcześniej dając mu marchewkę. Wróciliśmy do miasta.
- Wejdziesz, napijemy się czegoś. - zaproponowałem.
Dziewczyna kiwnęła głową. Otworzyłem drzwi, po czym weszliśmy do środka. Przygotowałem dwie szklanki soku pomarańczowego, po czym usiedliśmy na kanapie. Nagle, naszą rozmowę przerwał krzyk dziewczyny, która gwałtownie położyła nogi na kanapie.
- Co jest? - spytałem.
- P-pająk!
Spojrzałem w dół, a zza stolika wyszła tarantula, uśmiechnąłem się pod nosem, po czym wziąłem go na rękę.
- Lucyferku, tyle razy ci mówiłem, żebyś gości mi nie straszył!

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz