niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Federico do Ashlynn

Dzień, taki jak każde, poranek nie różnił się niczym od pozostałych. Wstałem jak zwykle przed dziewiątą, wziąłem prysznic, ubrałem się. Otworzyłem lodówkę, po czym zmierzyłem półkę wzrokiem i zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem wcale głodny. Nakarmiłem Killera, później Lucyfera i Royala. Wziąłem psa na spacer, szliśmy wzdłuż parku aż nagle wpadła na mnie jakaś dziewczyna, oboje runęliśmy na ziemię.
- Przepraszam. - powiedziała lekko zawstydzona i wstała.
- Nic się nie stało. - lekko się uśmiechnąłem.

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz