Dzień, taki jak każde, poranek nie różnił się niczym od pozostałych. Wstałem jak zwykle przed dziewiątą, wziąłem prysznic, ubrałem się. Otworzyłem lodówkę, po czym zmierzyłem półkę wzrokiem i zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem wcale głodny. Nakarmiłem Killera, później Lucyfera i Royala. Wziąłem psa na spacer, szliśmy wzdłuż parku aż nagle wpadła na mnie jakaś dziewczyna, oboje runęliśmy na ziemię.
- Przepraszam. - powiedziała lekko zawstydzona i wstała.
- Nic się nie stało. - lekko się uśmiechnąłem.
Ashlynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz