- Jeśli będę potrzebował twojej pomocy, pomożesz? - spytałem głaszcząc go.
Samiec zaszczekał i zamerdał ogonem, uśmiechnąłem się pod nosem, wyszedłem z mieszkania zamykając je na klucz. Wsiadłem w samochód i ruszyłem na lotnisko, tam, czekałem jakieś pięć minut i podszedł do mnie Alan. Wyszliśmy z pomieszczenia i wsiedliśmy do auta. Wróciliśmy do mieszkania. Usiedliśmy przy stole i zebraliśmy informacje, jakie mieliśmy.
- Masz te numery? - spytał.
Kiwnąłem głową i wyciągnąłem z kieszeni pogniecioną kartkę. Alan przepisał je do specjalnego urządzenia namierzającego. Okazało się, że auto znajduje się przy jakimś opuszczonym hangarze 20 kilometrów za miastem.
- Ruszamy jutro o północy, w ciągu dnia skołujemy sprzęt. Teraz jeśli pozwolisz, pójdę wziąć prysznic i się położę, bo jestem padnięty. - ziewnął.
- Dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się.
Gdy ten brał prysznic, ja przygotowałem mu łóżko w pokoju gościnnym, po czym sam poszedłem spać. Rano, czeka nasz ciężki dzień, a może i nawet kilka. Obudził mnie o siódmej. W sumie, to nie mogłem spać, miałem najczarniejsze myśli, co teraz może się dziać z Tai, jak by nie było, zależy mi na niej. Ubrałem się, zjedliśmy śniadanie, wiedliśmy w moje auto i ruszyliśmy na miasto. Kupiliśmy sobie stroje snajperskie, broń itd. Na koniec, pojechaliśmy za miasto do jakiegoś faceta, który sprzedaje samochody.
- Siema Alan, co tam? - spytał, najwyraźniej się znali.
- Szukam samochodu. Czarny, terenowy. Blachy i szyby anty postrzałowe. - powiedział krótko.
- Mam kilka, za mną.
Ruszyliśmy wzdłuż pustej posesji, za dużą ścianą, znajdowało się parę samochodów.
- Weźmiemy ten. - powiedział podchodząc do czarnego jeepa.
Zapłaciliśmy, ja jechałem swoim, a Alan nowym. Wróciliśmy do domu, przespaliśmy się jeszcze chwilę, później zaczęliśmy się szykować. Przed północą, zaczęliśmy się szykować. Ubrałem swój struj i naładowałem broń.
Wsiedliśmy w czarne auto i ruszyliśmy na stację. Zatankowaliśmy prawie że do pełna i ruszyliśmy tak, jak kierowała nas nawigacja.
- Denerwujesz się? - spytał nagle.
- No. - mruknąłem. - Jak oni jej coś zrobili, to ich pozabijam. - rzuciłem.
Chłopak delikatnie się uśmiechnął. Gdy byliśmy na miejscu, zgasiliśmy światła i zaparkowaliśmy za hangarem.
Wysiedliśmy, przeładowaliśmy broń.
- Słuchaj się mnie, nie strzelaj, chyba że będzie 100 procentowa konieczność, jasne? - kiwnąłem głową.
Poprawiłem ochraniacze i ruszyliśmy przed siebie. Weszliśmy tylnym wejściem, cały czas, przygotowanie do strzału. Na pierwszym piętrze nikogo nie było, nagle usłyszeliśmy głuche echo. Alan pokazał gestem ręki, abyśmy poszli do góry. Kiwnąłem głową, po cichu, weszliśmy po zardzewiałych, metalowych schodach. Miałem wrażenie, że w każdej chwili mogą się zawalić. Każdy nasz krok, postawiony był z precyzją, cały czas, rozglądałem się dookoła bez przerwy, nagle, za jakimś murkiem, dostrzegłem czyjąś rękę. Powoli, ruszyłem w tamtą stronę, ja z lewej, a Alan z prawej, gdy zobaczyłem Taigę, serce zaczęło mi walić.
- To ona? - spytał cicho. Kiwnąłem głową.
Spuściłem broń i opadłem na kolana. Wyciągnąłem nuż ze schowka, po czym rozciąłem ostrożnie taśmę.
Taiga? Naoglądałam się filmów i teraz o XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz