niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Taigi Cd. Maksa

Jechałam samochodem jakąś godzinę, próbowałam się rozwiązać, jednak moje próby okazały się marne, taśma była wyjątkowo wytrzymała. Po godzinie wyciągnęli mnie z samochodu, przed sobą zobaczyłam wielki, stary budynek, a raczej hale. Zaczęłam się szarpać, jednak gdy dostałam w brzuch bardzo tego pożałowałam. Po kilku minutach rzucili mnie na ziemie w wielkiej hali, widok był co najmniej przerażający. Wszystko stare, miałam wrażenie, że dach za chwile się zapadnie, zasypując mnie gruzami

Wzięli ma telefon, i przeszukali czy też nie mam nic dzięki czemu mogłabym się uwolnić. Dostałam czymś w głowę i widziałam już jedynie ciemność. Obudziłam się w pomieszczeniu z jednym oknem, nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, siedziałam na krześle przywiązana do niego taśmą, musiało trochę minąć, aż wszystkie zmysły wrócą na swoje miejsce
- Jeśli ją zabiłeś to wszystko zepsułeś! - usłyszałam jakieś krzyki, a po chwili zauważyłam dwa cienie
- Na pewno żyje - jeden z nich wszedł do środka - A nie mówiłem?! Jak zawsze panikujesz, wiem co robię, nawet jej głowy nie rozbiłem- uśmiechnął się chamsko, spojrzałam na niego wzrokiem mówiąc " zabije Cię, tu i teraz" co go jedynie rozbawiło. Wyszedł, popychając swojego "kolegę"
- Idiota - mruknął pod nosem wchodząc do pomieszczenia, w ręku miał butelkę wody - Tylko nie krzycz - powiedział odklejając mi usta
- Wypuść mnie! Niech Cię tylko dorwę! - zakrył mi usta dłonią, nie pozwalając nawet zaczerpnąć powietrza
- Zamknij się, chce Ci tylko dać trochę wody - warknął biorąc rękę
- Nic od Ciebie nie wezmę, zgłoszą moje zaginięcie, znajdą was i pójdziecie siedzieć - warknęłam, przez co dostałam w twarz, ponownie moje usta zostały zaklejone taśmą
- Idiotka - mruknął jedynie wychodząc. Był już wieczór, a ja dalej siedziałam na tym krześle, zaczynało mi się robić słabo, chciałam się przespać, jednak gdy tylko zamykałam oczy, wydawało mi się że ktoś się zbliża, więc nie zasnęłam nawet na 5 minut. Rano byłam wykończona, wychodzi na to, że nie jadłam ani nie piłam od dwóch dni. Usłyszałam skrzypienie starych schodów tym razem to nie były omamy, w drzwiach ujrzałam tego samego faceta, który wczoraj chciał mi dać wodę. Podszedł do mnie i wyciągnął nóż, właściwie byłam gotowa na śmierć, w myślach pożegnałam się ze wszystkimi, najbardziej było mi szkoda Maksa, polubiłam go, może nawet trochę bardziej. Jednak on jednym ruchem rozciął mi koszulkę. Z wielkimi oczami spojrzałam na niego nie wiedząc co zrobić
- Co taka zdziwiona, tylko po to jesteś mi potrzebna, kasy nie potrzebuje - zaśmiał się, nie zdążyłam się nawet poruszyć, kiedy odpiął mi guzik od spodni. Wtedy padł strzał,. On go zabił, chciałam krzyczeć i uciec od kałuży krwi, która zbliżała się do mnie w niewiarygodnie szybkim tempie.
- Mówiłem, że masz być nietknięta - mruknął, biorąc go za nogi i ciągnąc gdzieś, przez okno widziałam jak wkłada go do samochodu i gdzieś jedzie. Po policzku zaczęły spływać mi łzy. Siedziałam tak godzinę, kiedy do pomieszczenia wszedł....Maks! Rozciął taśmę i odkleił mi usta
- Wszystko dobrze? - zapytał kładąc rękę na moim policzku - Masz rozciętą wargę - mruknął
- On go zabił - powiedziałam słabo - zabił go i gdzieś z nim pojechał - próbowałam wstać, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa, chłopak od razu mnie złapał
- Piłaś coś? Jadłaś? - zapytał chyba jego kolega, pokiwałam jedynie przecząco głową
- Proszę idźmy stąd - powiedziałam słabym głosem, chciałam uciec jak najdalej

( Maks? też się troszkę rozpisałam  :p )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz