- Kobiety... - odezwał się Adam.
Wyszliśmy z sali i poszliśmy się przebrać w codzienne ciuchy. Kuba poszedł do łazienki, a my z Adamem ruszyliśmy ku sali gdzie leżał mały chłopiec. Nagle, natknął się na nas jakiś chłopiec w piżamie. Był to jeden z oddziału powypadkowych, którego dzisiaj przywieźliśmy.
- Ty, mały, gdzie to się łazi? - lekko się uśmiechnął i już chciał uciekać, lecz go złapałem i wziąłem na ręce.
Ruszyliśmy na dany oddział, chłopaka przejęły pielęgniarki, a my, wróciliśmy do głównej hali. Usiedliśmy na krzesełkach w poczekalni, przyszedł Kuba i usiadł obok nas. Wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął coś pisać. Nagle zabrałem mu telefon i uciekłem, zaczęliśmy się gonić po szpitalu, śmiejąc się jednocześnie. Nagle z sali, wyszły dziewczyny, otwierając szeroko drzwi, tym samym, dostałem w nos.
- Cholera! - jęknąłem i złapałem się za nos miejsce i usiadłem na ziemi, przybiegł Kuba i potknął się o mnie, tym samym wywalając.
- Idioci. - Adam zwijał się ze śmiechu.
Spojrzałem na swoją rękę, była we krwi, czyli że z nosa poleciało...
Taiga? Nie miałam pomysłu xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz