Szedłem lasem, odwiedziłem już Maćka i Agatę - starych przyjaciół. Pogadaliśmy trochę, tak się złożyło, że się pobrali... ciekawe, kiedyś przyjaciele, a teraz... szedłem na cmentarz lasem, skrótami. Kawałek przede mną szły dwa psy, mój i wujka. Dość szybko, doszedłem na miejsce. Doszedłem do grobu taty, przed oczami miałem siebie jak miałem trzynaście lat, siedzę tutaj i czytam tacie komiksy. Przeszły mnie dreszcze, usiadłem przed nagrobkiem. Napisy na granicie były coraz mniej widoczne. Nie wiem jak długo tam siedziałem, ale zaczęło się ściemniać. Psy bawiły się patykami. Przyłożyłem głowę do kamienia i zamknąłem oczy.
- Dlaczego musiałeś zginąć... - szepnąłem a do oczu napłynęły mi łzy, gdy otworzyłem oczy jedna z łez spłynęła na trawę.
Nagle usłyszałem głos Alana, który po chwili był już koło mnie, położył rękę na moim ramieniu.
- Maks, co ty wyrabiasz?
- Co, już nie można być tak pojebanym, żeby z kamieniem gadać? - warknąłem.
- Bracie, ja... - położył mi rękę na ramieniu.
- Nie dotykaj mnie. - rzuciłem. - Wszystko spieprzyłem rozumiesz? Wczoraj był bal na którym mnie nie było, spieprzyłem wszystko. Taiga nie chce mnie pewnie znać, a ja nie chcę żyć. - powiedziałem nie odrywając głowy od granitu a mój głos drżał, nie wiedziałem, że dziewczyna stoi tuż za mną.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz