Gdy Taiga poszła wziąć prysznic, wziąłem Erica na spacer. Gdy załatwił swoje potrzeby, wróciliśmy. Gdy tylko weszliśmy do domu, spuściłem go ze smyczy a ten radośnie pokicał do kuchni lecz stanął jak wryty gdy zobaczył zupełnie obcą mu twarz i zaczął szczekać.
- Eric, cicho. - powiedziałem na co pies się uciszył i położył się na kanapie.
Tai stała oparta o blat kuchenny, podszedłem do niej i również oparłem się o blat. Podniosłem wzrok, patrząc jej w oczy.
- Martwiłem się o ciebie. - szepnąłem w końcu.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz