Idealnie, nie musiałem wymyślać niczego, żeby się go pozbyć. Gdy przechodziliśmy koło szpitalu, gwałtownie skręciłem w tatą stronę i zacząłem wchodzić po schodach.
- No chodź. - wyciągnąłem do niej rękę.
- Ale po co? - spytała lekko zdziwiona.
- Oj no zobaczysz. - lekko się uśmiechnąłem.
Dziewczyna westchnęła. Podeszła do mnie i chwyciła moją dłoń, razem weszliśmy do szpitala.
- Hej Maks.
- Siemka, masz? - spytałem.
- Tak. - powiedział wyciągając z kieszeni kluczyki i podając mi je.
- Dzięki. - lekko się uśmiechnąłem. - Na pewno nie będą go potrzebować? - spytałem.
- Nie, jak by co, mają jeszcze jeden. Poza tym, ordynator się zgodził. - powiedział i poszedł.
- Będziemy jeździć karetką po mieście? - lekko uniosła prawą brew.
- Niee. - powiedziałem i pociągnąłem ją wzdłuż korytarza.
Znałem szpital jak własną kieszeń, mój drugi dom... weszliśmy do windy i pojechaliśmy na dach szpitala.
- Em, Maks? - zdziwiła się.
- Zamknij oczy. - poprosiłem.
Dziewczyna westchnęła, po czym je zamknęła. Dla pewności, zakryłem jej oczy rękoma, aby nie podglądała. Winda się zatrzymała, a drzwi otworzyły, wyszliśmy.
- Niespodzianka. - powiedziałem odsłaniając jej oczy.
Podszedłem do drzwi helikoptera ratowniczego i otworzyłem drzwiczki kluczykami.
Weszliśmy do środka, założyliśmy specjalne kaski z mikforonkami obok.
- 21 S gotowy do lotu, jest pozwolenie na star? - spytałem centrali.
- Będziemy lecieć?
Kiwnąłem głową i lekko się uśmiechnąłem.
- 21 S, masz pozwolenie na start. - usłyszałem.
- No to lecimy. - westchnąłem i zacząłem wszystko przygotowywać.
Po chwili wzbiliśmy się w górę i ruszyliśmy przed siebie.
Taiga? :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz