Uśmiechnąłem się delikatnie.
- No dobrze... - westchnąłem cicho.
Gdy zamknąłem auto, usłyszeliśmy krzyk jakiejś kobiety a po chwili strzał z pistoletu. Dźwięk był strasznie głośny, więc musiało być to gdzieś blisko. A po chwili, z zaułka wybiegł zamaskowany facet. Biegiem, ruszyłem w tamtą stronę. Klęknąłem przy kobiecie, była cała zakrwawiona. Była postrzelona, w okolicach brzucha, zacisnąłem ranę aby powstrzymać krwotok. Po chwili, koło nas zjawiła się Tajga.
- Dzwoń po pogotowie. - powiedziałem, zagadując kobietę aby nie zamykała oczu.
Jakiś kilka minut później, przyjechała karetka.
- Co mamy Maks? - spytał Adam, znajomy.
- Postrzelona jakieś 5 minut temu, sądząc po umiejscowieniu rany, może być krwawienie wewnętrzne. - opisałem, jak wygląda sprawa.
- Okey, zmienię cię na trzy, dwa, jeden... - po tych słowach, podniosłem rękę, a ranę zacisnął Adam. - Dzięki. - rzucił i odjechali.
Spojrzałem na swoje ręce, które były całe we krwi.
- Widzisz, ja wiecznie mam dyżur. - westchnąłem. - Mógł bym umyć ręce? - spytałem kierując wzrok na dziewczynę.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz