- Bardziej wiarygodne niż te koty. - stwierdziła.
- Chce ci się spać? - spytałem, gdy wypiliśmy soki. Zaprzeczyła. - To chodź, pokażę ci kogoś. Albo i parę ktosiów. - uśmiechnąłem się, złapałem ją za rękę i lekko pociągnąłem w stronę drzwi. Zeszliśmy ze schodów, byli tak wciągnięci w ten mecz, że nawet nie zauważyli że wyszliśmy. Poszliśmy za dom, weszliśmy do stajni i zapaliłem światło. Dosłownie kilka sekund później, znad drzwiczek większość koni wystawiło z ciekawością głowy. Podeszliśmy do ostatniego boksu.
- A to jest Tornado, mój wybawiciel. - powiedziałem głaszcząc karego ogiera.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz