Wyjrzałem na zewnątrz, nadal lało i nie zapowiadało się, aby się przejaśniło. Westchnąłem i ruszyłem do gabinetu ratowników, gdzie byli Kuba i Adam. Po kilku minutach, dostaliśmy pierwsze wezwanie, a zaraz za nim, kolejne. Około czternastej, musieliśmy jechać do faceta, którego narzeczona wypchnęła z balkonu. Facet miał roztrzaskany łeb, pewnie złamany kręgosłup... resztę życia pewnie na wózku spędzi. Wsadziliśmy go do karetki i ruszyliśmy w stronę szpitala. Padło i było ślisko, tak też jak mieliśmy wjeżdżać na podjazd dla karetek, wjechał w nas jakiś samochód z dużą prędkością. Wszystko z półek pospadało, a my z Adamem na skutek wstrząsu upadliśmy na ziemię, tak też rozciąłem sobie łuk brwiowy.
Mnóstwo ludzi, wyleciało ze szpitala, aby obadać się stało, musieliśmy narobić hałasu...
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz