Kilka minut później, lekarz zaprowadził nas do sali. Mnie zbadał ordynator, a Adama pielęgniarka.
- Nic mi nie jest. - powiedziałem. - Da pan spokój. - mruknąłem.
- Niech będzie. - westchnął i otarł krew wacikiem z wodą utlenioną. Piekło jak nie wiem, ale zacisnąłem pięści i nic nie mówiłem. Lekarz wyciągnąłem małą latarkę i zaczął mi świecić po oczach. - Trochę masz opóźniony zapłon, ale to powinno minąć. Poleż trochę i wrócę za jakąś godzinę. - powiedział i poszedł do Adama.
- Co ja, leżeć nie będę. Przecież nic mi nie jest. - wywróciłem lekko oczami.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz