- Chyba jednak ci pomogę. - westchnąłem.
Po kilku minutach, wszystko było posprzątane. Usiedliśmy na kanapie, wzięliśmy po puszce piwa, do miski nasypaliśmy popcorn i włączyliśmy jakiś film.
- Nie masz dyżuru? - spytał.
- Jutro. - odpowiedziałem.
Wieczór, minął nam dość szybko i nawet miło. Było by jeszcze lepiej, gdyby była tam Taiga. Później, wziąłem prysznic, umyłem zęby i położyłem się do łóżka. Włożyłem w uszy słuchawki i puściłem moją ulubioną piosenkę i jednocześnie, na tablecie przeglądałem sieć. Nie wiem kiedy, usnąłem. Obudziłem się przed dziewiątą, wziąłem prysznic itd. Alan jeszcze spał, tak więc nie chcąc go budzić, wyprowadziłem Erica na spacer. Później, ruszyłem na dyżur. Mieliśmy pierwsze wezwanie do wypadku samochodowego, później, był luz. Urządziliśmy sobie mały sparing, z chłopakami z innej karetki.
- Iiii, 190! - wykrzyknęli.
Westchnąłem. Nie miałem już siły, gdy się podnosiłem, ręce mi się lekko trzęsły. Olek - z innego zespołu najwidoczniej również miał dość.
- 192!
- Maks, Maks, Maks...! - zaczęli wiwatować.
- To mi wcale nie pomaga! - mruknąłem.
- 195! Komu uda się dobić do setki?!
- 21 P, zgłoś się. - okrzyki przerwał głos z krótkofalówki.
- 21 P, zgłaszam się.
- Wypadek, ulica Dekerta 23. - powiedział.
- Przyjąłem. No chłopaki, przerywamy sparing, dokończymy na siłowni. - powiedział i poszli do swojej karetki.
Opadłem na ziemię, po czym odetchnąłem. Nagle usłyszałem głos Taigi, więc podniosłem głowę i po chwili wstałem z ziemi, otrzepując się.
- Hej. - uśmiechnąłem się, całując ją. - Długo tu stoisz?
- Dość długo. - zaśmiała się pod nosem. - Często sobie urządzacie takie sparingi? - spytała.
- Prawie codziennie, jak nie mamy wezwań. - odpowiedziałem.
- Masz jutro dyżur?
- Nie, bo jutro mamy lekcje rozciągające, muszą dbać o naszą formę. I mówili że możemy zabrać osobę towarzyszącą, więc może byś się przeszła z nami? - uśmiechnąłem się.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz