niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Maksa do Taigi c.d

Westchnąłem, dziewczyna wzięła jedną kanapkę, jakie przed chwilą dla nas uszykowałem. Przyglądaliśmy się im, aż nagle do kuchni wszedł Alan.
- Co oni się tak drą na siebie? - spytał wlewając do szklanki mleka.
- Zdrada. - westchnąłem. - A właśnie, jak tam twoje koleżanka? - spytałem.
- Daj spokój, rano powiedziała że ma męża i dwójkę dzieci. - machnął ręką.
- Powinieneś rzucić tą pracę! - wydarła się na cały głos.
- Ej! Cisza! - krzyknąłem i stanąłem obok Adama. - Mogę być szczery? - oboje kiwnęli głowami. - Moim zdaniem Adam ma stu procentową rację. Nie powinnaś go zdradzać, to w końcu nie nasza wina że ordynator daje nam tyle dyżurów.
- Jasne. Zobaczymy ile twoja lafirynda wytrzyma, wiecznie cię w domu nie będzie! - warknęła i wyszła z mieszkania, zatrzaskując drzwi za sobą.
- Dzięki. - powiedział.
- Spoko.
- Idę wziąć prysznic. - powiedział.
Kiwnąłem głową i wróciłem do Taigi.
- W ogóle się nią nie przejmuj, jak by nie była kobietą, dał bym jej w pysk za te słowa. - powiedziałem dość cicho.

Taiga?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz