czwartek, 16 kwietnia 2015

Od Marco do Victorii (C.D)

Skrzywiłem się patrząc na nią. Przykładała dłoń do nosa, a wszystko moja wina. Kurwa Marco, mogłeś być mniej porywczy. Pies lekko utrudniał mi sytuacje, ale ech nie mam wyboru. Wziąłem kobietę w ramiona i poprawiłem ją sobie na rękach. Kucnąłem jeszcze po smycz psa, który próbował mnie ugryźć.
- Jakoś ci nie wierze, a twój pies nie wierzy mi - mruknąłem. Wyrwałem mu dłoń z pyska, bo nie bardzo bolało mnie jak lekko mnie ścisnął kłami i potarmosiłem go na znak, że jestem przyjacielem.
- Nie, nie, wszystko jest w najlepszym porządku - próbowała się zaśmiać, lecz nie bardzo jej wyszło.
- Mam powtórzyć swoje słowa? - uniosłem brew spoglądając na nią.
Pokręciła głowę poważniejąc natychmiastowo.
~~~~~~~~
Wkroczyłem z nieznajomą na odział  w szpitalu jak małżeństwo na dziedziniec kościoła, aż miałem ochotę się zaśmiać, ale nie była na to pora. Kobieta jedną ręką okalała moją szyje, a lewą nadal trzymała nos. Podbiegła do nas pielęgniarka, a ja postawiłem ją na ziemi. Dziewczyna ruszyła z nią. Widoczne jej noga również ucierpiała, bo lekko kulała. Nerwowo przeczesałem włosy. Postanowiłem poczekać na dworze z psem.
< dam ci coś napisać XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz