czwartek, 16 kwietnia 2015

Od Victorii do Marco c.d

Chłopak przyniósł mnie do szpitala, w sumie to miło z jego strony. Jak by był zwykłym chamem, pewnie by mnie tam zostawił, ale jednak tego nie zrobił... poszłam za pielęgniarką do sali segregacji, położyłam się na ostatnim łóżku, a po kilku chwilach przyszedł lekarz. Opowiedziałam całe zdarzenie, po czym zaczął mnie badać. Na końcu wyczyścili krew spod nosa, a później zbadał nogę.
- Nos na szczęście złamany nie jest, ale naprawdę niewiele brakowało. A co do nogi, to nic takiego. Pewnie coś po prostu przeskoczyło, przejdzie. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i wstałam z łóżka.
Wyszłam z sali, wypełniłam jakieś dokumenty w recepcji. Przed szpitalem, czekał chłopak z Codym. Samiec widząc mnie, zaczął machać ogonem. Pogłaskałam go.
- I co? - spytał.
- Okey. Nos nie jest złamany, noga tak samo. - machnęłam lekko ręką.
- Mogę poznać imię mojej ofiary? - zaśmiał się cicho.
- Victoria. - uśmiechnęłam się.
- Marco. - odwzajemnił uśmiech. - Wow, jesteś pierwszą osobą w tym mieście, która nie piszczy na mój widok. - stwierdził.
- Nie będę robiła z siebie idiotki. - zaśmiałam się pod nosem. - Ze mną zawsze możesz normalnie pogadać.

Marco?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz