Obudziłam się wczesnym rankiem, wzięłam prysznic, ubrałam się, umyłam zęby po czym zjadłam śniadanie i nakarmiłam moje pupile. Do Antka, pojadę wieczorem. Wyprowadziłam szczeniaki na dwór, a później, razem z Codym poszłam na miasto. Jest dużym psem, więc potrzebuje dłuższych spacerów, a mi to jak najbardziej pasuje. Gdy przechodziłam koło budynków, nagle z któregoś z nich drzwi gwałtownie się otworzyły, a ja nie zdążyłam ich ominąć w skutek tego dostałam w nos. Upadłam na ziemię i przyłożyłam rękę do zakrwawionego nosa.
- O jezu, przepraszam! - powiedział kucając przede mną, Marco Reus we własnej osobie. Ale, nie będę z tego powodu piszczeć. Normalny człowiek, taki jak wszyscy... Cody zaczął szczekać na chłopaka w mojej obronie.
- Ciii. - uciszyłam go, na co ten położył się na ziemi i polizał moją dłoń, pogłaskałam go. - Nie szkodzi. - stwierdziłam, nie odrywając ręki od krwawiącego miejsca.
Marco?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz