piątek, 3 kwietnia 2015

Od Oliwera do Ashlynn c.d

Obudziłem się dość późno, pewnie dlatego, że wczoraj w pracy mieliśmy istne urwanie głowy. Do domu, wróciłem późno. Obudził mnie pisk Aleksa, który oznaczał, że chce wyjść na dwór. Przetarłem oczy i niechętnie wstałem. Pościeliłem łóżko, wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się. Nie chciało mi się jeść, więc dziś odpuściłem sobie śniadanie. Zapiąłem psa na smycz i wyszedłem z mieszkania, zapinając je wcześniej na klucz. Gdy byliśmy w parku, postawiłem Florę na ziemi i razem z Alkiem, poszli załatwiać swoje sprawy. Jakąś godzinę później, wróciłem do domu. Wziąłem mój kask motocyklowy i wyszedłem z mieszkania, wsiadłem na mojego ścigacza, Aleks siedział przede mną, jak zwykle. Ruszyliśmy za miasto, do stadniny. Zaparkowałem i weszliśmy do środka, w boksach, nie było moich podopiecznych więc ruszyłem w stronę pastwiska. Flo pasł się, a Devil bawił się z jakimś innym źrebakiem, zagwizdałem i po kilku chwilach, oba ogiery były koło mnie. Dałem im po kawałku marchewki, gdy się obróciłem, niechcący zahaczyłem o jakąś dziewczynę, powodując że rozsypały jej się jabłka, które trzymała w dłoniach.
- Przepraszam. - powiedziałem, pomagając jej zbierać owoce. 
Aleks zabrał jedno i zaniósł je dla koni. Zaśmiałem się pod nosem.

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz