Z przodu usiadł Aleks, jak zwykle gdy razem gdzieś jeździmy. Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę szpitala, byłem ciekawy jak czuje się ta kobieta... zaparkowałem motor, ściągnąłem kask i ruszyłem w stronę wejścia, Aleks szedł grzecznie przy mojej nodze. Gdy weszliśmy do środka, oczywiście zaczepiła nas jedna z pielęgniarek.
- Przepraszam, tu nie wolno z psami. - powiedziała stając przed nami.
- Jestem z policji. - powiedziałem wyciągając dokumenty.
- No dobrze... - powiedziała niepewnie, spojrzała na Alka po czym odeszła.
W recepcji, dowiedzieliśmy się, że kobieta leży na sali segregacji. Weszliśmy tam i podeszliśmy do ostatniego łóżka, gdzie leżała kobieta. Była przytomna, wpatrywała się w sufit. Gdy byliśmy koło niej, Aleks swoje przednie łapy oparł na łóżku i liznął ranną w rękę, na co ta odwróciła się w naszą stronę, uśmiechnęła się do niego.
- Słyszałam że to ty mnie uratowałeś. - powiedziała zachrypniętym tonem, głaszcząc psa po głowie, na co ten zaczął merdać ogonem.
- Jak się pani czuje? - spytałem.
- Dostałam leki przeciwbólowe i jest dobrze. - odpowiedziała. - Dziękuję. - dodała po chwili, w tym samym momencie przyszła Rose.
- Mi nie ma pani za co dziękować, ja go tylko złapałem. To jej może pani dziękować. - powiedziałem kierując wzrok na Rose, unosząc lekko lewy kącik ust.
Aleks cały czas lizał kobietę po dłoni i machał lekko ogonem.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz