Rzucałem właśnie piłeczkę Aleksowi, ale zamiast on za nią biegać, to biegał Flo i Dev. Całkiem zabawnie to wyglądało, aportujące konie... w oddali, zobaczyłem Ashlynn. Przez chwilę, patrzała się na mnie, ale później jak by zwątpiła i weszła do stajni. Westchnąłem, co ja mam w sobie, że tak odpycham od siebie ludzi? To, że nie chodzę cały czas z bananem na ustach, nie znaczy że jestem jakąś, czarną zmorą... po jakimś czasie zabawy, wprowadziłem konie do swoich boksów, dziś już raczej nie przyjadę, a kto je do stajni wprowadzi jak nie ja? Nikt. Przechodząc między boksami, natknąłem się na Ashlynn.
- Jesteś zajęta? - spytałem.
- A co? - zrobiła się lekko podejrzliwa.
- No nie wiem, mogli byśmy iść na jakiś koktajl, czy coś... - zaproponowałem.
Ashlynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz