Spuściłem wzrok i schowałem ręce do kieszeni od bluzy, patrząc w kałużę, miałem przed oczami rodziców. Jak jemy razem kolację, a później, jak wychodzi lekarz z sali operacyjnej i mówi "Przykro mi, nie udało nam się" Zamknąłem oczy i szybko odgoniłem od siebie te myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili. Kiwnąłem głową.
Spojrzałem na niebo, na razie, nie zapowiadało się, aby przestało padać. Skoro już tu siedzimy, może przydało by się o coś spytać...
- Długo tu mieszkasz? - spytałem bezbarwnie.
- Nie za długo, nie za krótko. - odpowiedziała. - A ty?
- Tak samo... - westchnąłem.
- Czyli że mówisz, że jesteś snajperem... - powiedziała siadając na ławeczce. - Ryzykowna praca, nie uważasz? - spojrzała na mnie.
- Niby tak. - wzruszyłem ramionami, siadając obok niej. - Ale jeśli już mam zginąć, wolę zginąć z myślą że komuś pomogłem... - powiedziałem a nasze spojrzenia zetknęły się ze sobą.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz