To był typowy poranek. Wstałam z łóżka choć było to trudne. Gdy jednak przywitała mnie Sierra wrócił mi uśmiech na twarzy. Pamiętam gdy była jeszcze szczeniakiem a Klaus przyniósł ją do domu. Pamiętam jak nasza mama była zdenerwowana i chciała wyrzucić suczkę. Pamiętam również jak spojrzała na nią i wiedziałam że pozwoli jej zostać. Była przy niej aż do śmierci, a później trafiła do mnie. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Lubiłam jak strumień zimnej wody orzeźwia mnie rano, a szczególnie po ciężkiej nocy. Ostatnio zaczęłam miewać koszmary, która były bardzo realistyczne gdy jednak otwierałam oczy ponownie znajdowałam się w sypialni. Próbując o tym zapomnieć związałam włosy w luźny warkocz i skierowałam się do kuchni by napełnić pusty żołądek. Wyjęłam miskę, mleko oraz pudełko moich ulubionych płatków. Podczas śniadania Sierra domagała się o swoją porcję więc jak tylko skończyłam nasypałam jej do miski psią karmę.
Okazało się że wcale nie była głodna gdyż prawie nie tknęła jedzenia. Zapięłam więc smycz i poszłam z nią na długi spacer. W parku odpięłam ją, a ona od razu poleciała do reszty psów. Była bardzo towarzyska. Gdy jednak zobaczyłam że zaczęła kopać dół w ziemi chciałam do niej podejść. Drogę jednak zagrodziły mi dwa psy choć jednym z nich był mały szczeniak. Okazało się że ich właścicielem jest chłopak, który również był z nimi na spacerze. Przeprosił za swoich podopiecznych.
-Nic się nie stało -odpowiedziałam.
-To twój pies? -spytał gdy Sierra przyszła z całymi brudnymi łapami i usiadła obok mojej nogi.
-Nie wierzę że tak łatwo się brudzisz -westchnęłam spoglądając na suczkę.
-Nie można z nich spuścić z oka nawet na jeden moment -uśmiechnął się nieznajomy.
-Masz rację -odwzajemniłam uśmiech.
Oliwer?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz