Mieliście kiedyś takie coś, że całe życie w jednej minucie przeleciało wam przed oczami? Właśnie teraz przeżyłam takie coś, od naszego pierwszego spotkania, przez pocałunek, ściganie się na motorach aż do momentu w którym ta dziewczyna go całowała. Chwyciłam się za głowę i próbowałam wstać jednak od razu straciłam równowagę, chłopak od razu pomógł mi usiąść z powrotem na krześle. Nie wiedziałam jak to sobie wszystko poukładać, przez tą właśnie scenę mogłam stracić życie, lub okaleczyć się na resztę. Jednak mimo wszystko nie chciałam się na niego gniewać, ale mimo wszystko nie miałam pewności, że to co on mówi jest prawdą, nie wiedziałam czy będę w stanie mu zaufać tak jak było do tej pory, od kiedy zaczęliśmy ze sobą być za wszelką cenę próbowałam unikać kontaktów z chłopakami, nie dawałam się wyciągać na spacery, ani nie korzystałam gdy zapraszali mnie na drinki... Trochę to bolało, jednak bardziej by bolało gdybym go straciła.
- Taiga... - zaczął, gdy żadne z nas przez dłuższą chwile się nie odzywało
- Ja... - zaczęłam ale odwróciłam głowę
- Tai proszę - przyłożył głowę do moich rąk cały czas kucając przy moich nogach
- Proszę daj mi to przemyśleć, przyjdź jutro... proszę- powiedziałam, wstałam powoli i ruszyłam na swoją salę. Położyłam się na łóżku i patrzyłam na telewizor w którym nic nie leciało. Patrzyłam na niego do wieczora czasami jedynie zjadłam jakiś owoc, kolacje w tym szpitalu nie były zbyt dobre. Chciałam już iść spać, kiedy wparował Jose ze swoim kolegą
- Nie powinieneś już tutaj wchodzić - powiedziałam siadając na łóżku
- Wiem, ale przyniosłem balony - wskazał na kolegę, który zostawił kilka balonów
- Nie mam już 5 lat - westchnęłam
- Wiem - machnął ręką - Przyniosłem Ci też jedzenie, nie umiem gotować, więc byliśmy w jakieś knajpce. Masz hamburgery, frytki, cole, jakąś kanapkę, trochę owoców, ciastka i wodę - powiedział podając mi pakunek
- Dzięki - powiedziałam uśmiechając się lekko i jedząc jedną frytkę
- Wiem, że lubisz swój motor więc dałem już go do naprawy, za tydzień, dwa będzie jak nowy - obydwoje się uśmiechnęli a ja jedynie skinęłam głową, do sali weszła pielęgniarka wyganiając ich. Wszyscy już spali, a ja jedyna siedziałam i jadłam myśląc nad tym co powiem jutro Maksowi, właściwie już dawno mu to wybaczałam i uwierzyłam, że nie był winny. Zasnęłam po pierwszej w nocy. Rano poszłam do łazienki, praktycznie modliłam się już o swój dom, swoją kuchnie i łazienkę. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na okno
To trochę zabawne, że przy moim łóżku były balony, co ciekawe nie były tylko od Jose, jeden był od jego kolegi, i dwa od Adama i Kuby, to miłe z ich strony. Za oknem lało
Wtedy zauważyłam Maksa, który wbiega do szpitala, biedaczek na pewno jest nieźle przemoknięty, dawno nie było tutaj takiej ulewy. Dalej myślałam, jak ubrać myśli w słowa, gdy przyjdzie. Po godzinie przyszedł, siedziałam akurat z książką, którą pożyczyłam od kobiety, która leżała obok mnie
- Cześć, jak się czujesz? - zapytał siadając na krześle
- Dużo lepiej - odpowiedziałam - Maks, to co się zdarzyło to na prawdę nie była Twoja wina? I to się więcej nie powtórzy?
( Maks?)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz