Odwróciłam się na prawy bok i cały czas na niego patrzyłam, po chwili uśmiechnęłam się lekko
- Wierze Ci - powiedziałam łapiąc go za rękę - Wiesz może kiedy wychodzę? Ja nie chce narzekać, ale jedzenie jest straszne - powiedziałam cicho robiąc mały grymas - A ta pielęgniarka mnie przeraża, cały czas mówi, że ma być cisza i kto by nie przyszedł od razu wygania - zaczęłam podnosząc się lekko - I jeszcze...
- Ty marudo - zaśmiał się cicho - Chociaż za tą pielęgniarką też nie przepadam, pogadam później z ordynatorem dowiem się co i jak. Skąd masz tyle balonów? - zapytał po chwili
- Jose, jego koledzy i dwójka Twoich - uśmiechnęłam się lekko
- Adam i Kuba? - spojrzał zaskoczony na balony, a później na mnie
- Mhm - kiwnęłam głową - Podziękuj im później ode mnie, jednak zaniosę je jeszcze dzisiaj do oddziału dziecięcego na pewno bardziej się ucieszą niż ja
( Maks?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz