Wpatrywałem się w konia żebrzącego cukier od Julii. Wyglądało to dość
zabawnie. Każda chwila z koniem przyprawiała mnie by mieć własnego
konia.
- Mogę mu dać? - wtrąciłem po chwili.
- Jasne,
trzymaj. - powiedziała wyciągając cukier z kieszeni. - Pamiętaj, by mieć
prostą rękę by cię nie ugryzł w palce. - zaśmiała się.
Kiwnąłem głową, po czym wyprostowałem rękę i położyłem kostkę cukru, a następnie podsunąłem koniowi pod mordę.
<Julia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz